19.08.2009r.
W drodze do pracy
Codziennie idąc do pracy przechodzę obok tego miejsca, zastanawiam się czy wzrok mi się pogorszył czy coś jednak jest nie tak, dziś nawet poprosiłem kolegę by spojrzał na to miejsce i rozwiał moje wątpliwości. Jedyną radością było to że upewnił mnie, iż z moim wzrokiem wszystko w porządku.
Naszym gminnym władzom należy „szczerze pogratulować” nowej inwestycji realizowanej przy ZSO Nr 7, na ul. Siemiradzkiego. Wspaniałe nowe boisko, marzenie wielu dyrektorów że o uczniach już nie wspomnę, ma jednak jedną wadę – jest „nieco” krzywe.
Ktoś z kogoś robi sobie żarty, wykonawca z miejskich władz lub miejskie władze z mieszkańców, ten wątek niewątpliwie należy zbadać. Być może jednak boisko ma służyć nie tylko do typowych dyscyplin drużynowych, lecz także np. do uprawiania sportów zimowych takich jak jazda na nartach. To całkiem prawdopodobne, gdyż zapytani o zaistniały fakt pracownicy wykonawcy, twierdzą, że tak właśnie ma być. Rzeczona krzywizna jest zaplanowana. I można by było powiedzieć "koń by się uśmiał", lecz mając na względzie fakt wydatkowania na ten cel sporej sumy, pochodzącej z kieszeni podatników pozostaje siąść i płakać, licząc na to, że ktoś wreszcie zechce rozliczyć osoby odpowiadające za takie marnotrastwo.
19.08.2009r.
Chyba ostatnim artykułem połechtałem ego ważnej osoby, a może i króla szerszeni bo nalot na ul. Fałata był spektakularny. W poniedziałek rano 17.08.2009 Straż Miejska w licznej ekipie wzięła sobie bardzo do serca opisaną sytuacje.
I dobrze, to znaczy że problem, który zauważyłem, istniał naprawdę. Myślę, że liczba potencjalnych klientów, zablokowanego koła w tym rejonie zmniejszy się znacznie. Ale dlaczego wracam do owej sytuacji, po prostu zadaję sobie pytanie,
do czego zostały stworzone służby miejskie,
Bezsilność i widmo zła
Gdy przypadkiem obserwujemy owe służby to nie widać innych działań, jak blokowanie kół źle zaparkowanych samochodów, a my mieszkańcy Bytomia mamy wiele innych problemów, jednym z nich to młodzież i różne inne osobniki, które dopiero wieczorem oblegają nasze wejścia do mieszkania, podwórka, i inne miejsca, gdzie musimy wyrzucić śmieci lub wyjść z psem, to ja się pytam gdzie wtedy są jakiekolwiek służby, czy to przypadkiem nie jest ich robota, by swą obecnością stworzyć poczucie bezpieczeństwa.
Bo tak naprawdę, kto ma się tym zająć ?
Ostatnio oglądałem film „Klubu Niezależnego Filmu” pod tyt. ”KANT-POL”, jest tam scenka jak biją i rabują w bramie młodego kierowcę Tira , w tym czasie do bramy wszedł przypadkowo patrol w ilości dwóch służbowych osób, jak zobaczyli szarpaninę, bez słowa obrócili się i w pośpiechu odeszli, a chwilę po tym przeczepili się do pani z pieskiem, spisali ją, i odważnie ukarali mandatem. Jeszcze raz się pytam, jak czują się uczciwi ludzie, gdy widzą grupkę pijanych lub naćpanych niejednokrotnie bardzo młodych osobników, którzy zachowują sie skandalicznie. Można powiedzieć że jest to odwieczny problem młodych ludzi zwykły banał nie warty zachodu, bo i tak nikt nic nie zrobi, tak naprawdę nie chcemy zwracać uwagi takim ludziom, bo wszyscy wychodzą z założenia że nie warto się narażać.
I co zrobić z tym problemem, czy mamy wszyscy wraz z naszymi władzami obracać się na pięcie i nie widzieć problemu, przecież żyjemy w XXI wieku i chyba najwyższy czas cos wymyśleć. Może sklepy, które są otwarte w nocy ułatwiają zakup piwa lub innych używek, może na peryferiach miasta takie sklepy w ogóle nie powinny być otwarte w nocy, może jak by owe służby były tylko widoczne w takich miejscach, dawały by poczucie bezpieczeństwa swą obecnością, ja nie wiem, ale ktoś z naszych władz powinien wiedzieć. Myślę że w naszych czasach, z łatwym dostępem do Internetu, gdzie można zobaczyć wszystko co złe nawet instrukcje zbudowania bomby, trzeba się głęboko zastanowić nad rosnącym zagrożeniem. Nasza dzielnica, a szczególnie ul. Fałata jest wielkim przykładem opisywanego problemu. Dlatego apeluje, proszę nie odwracajmy się , róbmy coś , niech wszyscy , którzy maja jakiś pomysł opiszą go i zamieszczą w Internecie może nasze Władze obudza się i nie będą zajmować się tylko klombami kwiatów i fontanną z marmuru przed Urzędem Miejskim
Głos ul. Fałata
Żyłę złota odkryła Straż Miejska w Bytomiu, wielkie zyski dla miasta to sytuacja parkowania samochodów na ul. Fałata od strony Szpitala Miejskiego. W każdy dzień samochody w 80% przyjeżdżające do szpitala parkują na zakazie ponieważ przy Szpitalu nikt nie pomyślał o parkingu. W zasadzie nic w tym dziwnego że kierowcę, który parkuje na zakazie trzeba ukarać ale sytuacja na ul. Fałata jest zastanawiająca, i nasuwa się pytanie, dlaczego wszyscy dzień w dzień łamią ten przepis i mimo zakazu zatrzymują się. I tutaj trzeba pokazać haczyk, który świadomie lub nie świadomie zaistniał i jest skuteczny ku zadowoleniu wiadomych służb.
Jeżeli już użyłem określenia wędkarskiego to trzeba powiedzieć co jest przynętą, moim zdaniem ciekawe jest dlaczego Straż Miejska nie reaguje na samochody które parkują na wysokości placu Rodła bezkarnie stoi tam kilka samochodów, przecież samochody te są swoistą przynętą, każdy kierowca widząc zaparkowany samochód automatycznie wnioskuje że zatrzymując się za nim nie dokonuje wykroczenia, znak zakazu zatrzymywania się jest umiejscowiony przy skrzyżowaniu z ul. Woźniaka i jest zbyt daleko by kierowca mógłby wzrokowo sprawdzić czy stoi na zakazie. I tak co dziennie Straż Miejska ma żniwo. Czy sytuacja ta jest świadomie wykorzystywana czy jest to zbieg okoliczności pozostawiam do oceny państwa. Trzeba jeszcze zauważyć że te kilka pojazdów stojących bezkarnie, parkują w obrębie skrzyżowania dróg.


24.07.2009r Pragnę odpowiedzieć na Państwa akcję i opisać plac zabaw, na którym najlepiej i najchętniej bawią się moje dzieci. Mieszkamy w kamienicy, przy której właściwie nie ma podwórka, jest tylko teren należący do miasta, kompletnie zaniedbany, zaśmiecony i regularnie dewastowany. Nikt o niego nie dba zupełnie. Na szczęście dla nas w bliskim sąsiedztwie( ok. 3 min spacerem) znajduje się park miejski, a w nim bardzo sympatyczne miejsce. Jest to plac zabaw u zbiegu ulic Tarnogórskiej i Olimpijskiej, bodajże największy w mieście. Znajdują się na nim 2 piaskownice – jedna ogromna, po której można spokojnie biegać, druga mniejsza dla młodszych dzieci. Do tego 5 zjeżdżalni, karuzela, stół do ping-ponga, 2 huśtawki typu „konik” urządzenie do biegania, chatka pokryta deszczułkami, boisko do gry w kosza. Największą jednak zaletą tego miejsca, jest duża przestrzeń do biegania, każdy tu może znaleźć coś dla siebie: można grać w piłkę, w badmintona, zbudować nawet największy zamek czy tor wyścigowy dla aut, puszczać latawce, pobawić się w chowanego w berka, potrenować zapasy na piasku albo najnormalniej w świecie pobiegać. Jest na tyle miejsca, że każdy może się tam zmieścić nie wchodząc jednocześnie innym dzieciom na głowę. W zimie można fantastycznie pozjeżdżać na sankach z górki, szczególnie małe dzieci, które boją się zjeżdżać ze stoku obok Góry Miłości, gdzie jest stromo i bardzo tłoczno. Naprawdę niewiele jest miejsc w Bytomiu tak intensywnie wykorzystywanych, jak ten plac.
Przy sprzyjającej pogodzie praktycznie o każdej porze dnia można tam spotkać dzieci. I to w najróżniejszym wieku, począwszy od maleńkich dzieciaczków uczących się dopiero chodzić po całkiem rosłych nastolatków. Spotykamy tam osoby z Centrum, Stroszka, Rozbarku i Karbia. Przyjeżdżają samochodami czy tramwajami specjalnie do tego miejsca, aby zapewnić swoim dzieciom dobrą zabawę. Po prostu jest to przyjemne miejsce pełne zieleni i ogromnej przestrzeni do zabawy, odpoczynku czy po prostu bycia ze sobą.
Niedaleko naszego domu (ok. 15 minut drogi), na Alejce Marka w Parku Kraszewskiego znajduje się jeszcze jedno miejsce zabaw dla dzieci. Ale jest ono maleńkie, pojawienie się tam zaledwie kilku dzieci oznacza tłok, ścisk i bitwę o nieliczne tam urządzenia do zabawy. Miejsce zupełnie niewystarczające dla tak dużej ilości dzieci mieszkających w okolicy. Nieraz musieliśmy zrezygnować z zabawy tam, bo po prostu nie było miejsca.
W czerwcu przeczytałam w gazecie o planowanej likwidacji ulubionego miejsca zabaw moich dzieci. Początkowo nie chciałam w to wierzyć, ale czerwcowe spotkanie z panem prezydentem Kojem w Sp. nr 5 potwierdziło te doniesienia. Pan prezydent z największym spokojem potwierdził tę pogłoskę, choć chwilę wcześniej przyznał, że w tym rejonie (tereny dawnego Grossfeldu - ulice Woźniaka, Fałata, Aleja Legionów, Strzelców Bytomskich, Axentowicza, Grabowa, Klonowa, Jaworowa, Morcinka, Tarnogórska, Ligonia) nie ma zbyt wiele miejsca do zabawy dla dzieci. Zbyt wiele to nawet za dużo powiedziane, szczególnie patrząc na ilość dzieci w tym rejonie. Tym bardziej nie rozumiem idei likwidacji „naszego placu”. Tłumaczenie, że mają tam powstać kolejne korty tenisowe, które bardzo pomogą naszemu miastu oraz że takie były jeszcze niemieckie plany to zwyczajny bezsens. Każde plany należy korygować w stosunku do rzeczywistej sytuacji - o tym wiedzą wszyscy. Dlaczego kortów tenisowych nie można rozbudowywać w każdym innym kierunku? Np. w stronę stawu, przecież istnieją technologie niwelujące pochyłość terenu. A dlaczego nie rozbudowywać ich w stronę parku? Towarzystwo Izby Wytrzeźwień nie powinno aż tak gorszyć, zwłaszcza, że same korty będą przecież ogrodzone. Podobnie jak teraz. Pozostaje jeszcze teren w pobliżu Centrum Ogrodniczego, w który króluje ogromny bałagan, wręcz można by powiedzieć „hasie, szkło i beleco”. Dlaczego by tego nie wykorzystać? Tłumaczenie, ze dostęp od ulicy Olimpijskiej jest łatwiejszy też jest nie na miejscu, gdyż większość z ludzi korzystających z kortów po prostu przyjeżdża samochodami, a czy wjadą na teren Górnika 5 metrów dalej, to już nie ma znaczenia, jakoś wszyscy sobie doskonale radzą od ulicy Tarnogórskiej. W czerwcu w SP nr 5 obiecywano, że najpierw powstaną nowe miejsca do zabawy, a dopiero potem zlikwiduje się ten stary. Tyle, że gdzie powstaną nowe tego jeszcze chyba nikt nie wie. Jakiej będą wielkości – czy tak maleńkie jak te w parku Kraszewskiego czy na ul Wyczółkowskiego? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że lubiany przez dzieci i dorosłych, piękny, istniejący plac już ulega rozbiórce. Niedawno zabrano stamtąd huśtawki, twierdząc, że były skorodowane (moje dzieci huśtały się na nich dzień wcześniej i jakoś nic nie zauważyliśmy). Obiecywano w czerwcu naprawę obudowy piaskownicy – dotąd to nie nastąpiło.
Pan Prezydent na spotkaniu w czerwcu stwierdził, że wynajęcie kortów na godzinę to jest niewielki koszt i że w tej chwili to już wiele osób stać na to. Zaręczam, że mnie, jak i wielu rodziców korzystających z likwidowanego placu zabaw jeszcze długo nie będzie na niego stać. A nawet, jeśli w końcu raz w miesiącu pójdziemy na tenisa, to co z pozostałym czasem zrobić? Gdzie będą mogły się bawić moje dzieci? Pan Prezydent, który zawodu jest nauczycielem powinien wiedzieć, że place zabaw są potrzebne dla dzieci, jak np. tlen do oddychania. Dzieci posiadają ogromną ilość energii, która musi mieć gdzieś ujście i jeśli nie zapewnimy im miejsca ku temu, to zaczną się problemy. Będzie malowanie po ścianach, graficiarstwo, przesiadywanie na klatkach, rozrabianie, hałas pod oknami, narzekanie starszych, wybite szyby od grania w piłkę itp. Plac zabaw spełnia wielką rolę w wychowaniu dzieci- gwarantuje prawidłowy rozwój fizyczny, odporność organizmu, pomaga w kształtowaniu postaw społecznych. Socjalizuje dzieci ucząc ich wzajemnego bycia ze sobą. Dzieci potrzebują przestrzeni do prawidłowego rozwoju, a my dorośli powinniśmy zapewnić każdemu dziecku odpowiednie do tego warunki.
Katarzyna
09.02.2009
Jestem zbulwersowany sytuacją parkingową przed szpitalem zakaźnym na Alei Legionów. Na całej długości budynku szpitala zamiast około 10-15 miejsc parkingowych dla rodzin odwiedzających chorych jest świecący pustkami postój taksówek! Byłem świadkiem jak w niedzielę 08.02.2009 ok. 15.00, parę rodzin odwiedzających chorych zaparkowało na pustej przestrzeni postoju dla taksówek. Taksówkarze przedzwonili po Straż Miejską a Ci na polecenie „grupy zawodowej” pozakładali blokady na koła samochodów.
Jako mieszkaniec Bytomia zastanawiam się jakie preferencje mają wybrane grupy zawodowe np. taksówkarze w naszym mieście? Jakie mają prawo do zajmowania pasa drogi publicznej dla swoich prywatnych interesów? Jakie korzyści ma Gmina Bytom z przekazywania wybranym osobom czy firmom preferencji w parkowaniu w naszym mieście? Czy Bytomska Straż Miejska ma w swoich obowiązkach reagowanie na postój w miejscu oznaczonym „TAXI”? Czy Straż Miejska w naszym mieście jest dodatkowo wynagradzana przez taksówkarzy za przyjazd na ich wezwanie?
Tomek
13.01.2009
Domy w Bytomiu pękają od tąpnięć a Prezydent zamiast podać sprawcę do prokuratury, bawi się z nim przy piwie!
W zeszłym roku miało miejsce kilka silnych wstrząsów mających wpływ na budynki oraz kilkadziesiąt, jak nie kilkaset wstrząsów dających znać mieszkańcom, że nadal mieszkają na terenie wydobywczym. Co więcej wzmożona eksploatacja złóż pod centrum naszego miasta doprowadziła 12 grudnia 2008 r. do wstrząsu o sile ponad 3,5 stopnia w skali Richtera.
Włodarze Bytomia nabrali wody w usta i jak dotąd nie odpowiedzieli na szereg pytań postawionych im przez Zrzeszenie Bytomskich Zarządców zadanych pisemnie w dniu 18.12.2008, wśród których znalazły się i takie:
- Czy kopalnia Bobrek – Centrum ma zgodę Prezydenta lub Rady Miasta na eksploatację pod centrum Bytomia. Jeżeli tak, to kto ją wydał ?
- Na ile lat przewidywane są wznowione działania zakładów górniczych i pod jakimi rejonami miasta będą one przebiegać.
- Jakie mogą być spodziewane i czym mogą się objawiać nieprzewidywalne skutki prac wydobywczych odczuwalne na powierzchni centrum Bytomia (np. uszkodzenia budynków, obniżenie terenu, załamanie instalacji wod-kan itp). w perspektywie czasu?
- Jakie są opracowane przez Urząd Miejski metody zabezpieczenia budynków przed niewątpliwymi skutkami osiadania gruntu w centrum i na obrzeżach miasta?
- Na jakie informacje mogą liczyć mieszkańcy Bytomia w zakresie obszaru obecnie eksploatowanego (mapa, terminy prac, szybkość posuwania się itp.)?
- Jak Gmina Bytom zamierza wspierać poszkodowanych mieszkańców w sprawach o roszczenia odszkodowawcze? (pomoc w wypełnianiu wniosków, pilotowanie spraw i rozmów z kopalnią)
- Na jaką pomoc mogą liczyć zarządcy budynków oraz mieszkańcy (właściciele czy najemcy mieszkań) w sytuacji odmowy naprawy szkód przez sprawcę – Zakład Górniczy?
- Jak Gmina zamierza wspierać wnioski o naprawę ewidentnych szkód górniczych w przypadku otrzymania przez zainteresowaną stronę „szymelu” z kopalni, że „budynek znajduje się poza obszarem wydobywczym” lub „…że, występuje tzw. samodylatowanie się budynku” w sytuacji osiadania gruntu na nieczynnych już chodnikach?
- Czy Prezydent Miasta lub Rada Miejska może spowodować, aby firma powodująca szkody mienia i zagrożenie życia mieszkańców czy nawet w perspektywie czasu , katastrofę budowlaną wielu budynków w mieście, ukierunkowała swoją eksploatację w inne miejsce lub zakończyła swoją działalność?
- Czy instytucja odpowiedzialna za takie zagrożenie podjęła jakieś działania aby uchronić miasto przed ewidentnymi skutkami tak postępującej działalności kopalni i dalszej degradacji zasobów mieszkalnych miasta ?
- Czy po ostatnim wstrząsie (12.12.2008) i związanymi z tym konsekwencjami jak uszkodzenia budynków i zagrożenie dla życia mieszkańców, Gmina Bytom zawiadomiła prokuraturę o szkodliwej i niebezpiecznej działalności jednej z firm bytomskich (w tym przypadku kopalni) i dokonanych przez tą firmę zniszczeniu mienia i spowodowania zagrożenie dla życia ludzi?
- Czy Kopalnia „Bobrek – Centrum” korzysta z jakiś preferencji finansowych względem Gminy Bytom? Jeżeli tak, to dlaczego? Jakże kuriozalne wydają się dziś powyższe niektóre pytania a szczególnie te gdzie dochodzimy ewentualnego powiadomienia prokuratora o niszczeniu mienia i spowodowania zagrożenia dla życia ludzi/mieszkańców Bytomia, w świetle dzisiejszego (12.01.2009) artykułu, który ukazał się w Życiu Bytomskim gdzie Prezydent wraz ze swoją świtą bawili się przy piwie ze sprawcami szkód i kolejnych tąpnięć (również w pierwszych dniach stycznia br) w naszym mieście….
Mam nadzieję, że jednak otrzymamy jakąkolwiek odpowiedź na zadane pytania przez Zrzeszenie Bytomskich Zarządców…. Oby jednak jakiekolwiek działania nie rozpoczęły się zbyt późno. …
Tomasz
20.11.2008
Zarządzam wieloma budynkami w Bytomiu. W przeciągu ostatniego roku zauważam wraz z mieszkańcami śródmieścia coraz częściej występujące tapnięcia, ruchy podłoża i związane z tym szkody górnicze uwidocznione w kamienicach. Coraz częściej pękają nadproża okien i drzwi sięgając od parteru aż po strych. Stare 100 letnie lastrykowe podłoża w klatkach schodowych są popękane w wielu miejscach a krawędzie tych spękań wystają jedna nad drugą. W mieszkaniach podobne objawy.
W działach kopalnianych zajmujących się szkodami górniczymi niczego się dowiemy ale i tam pracujący ludzie dostrzegają groźny efekt bieżącej eksploatacji w centrum naszego miasta a na obrzeżach skutki stopniowego osiadania terenu w rejonach powydobywczych.
Całe śródmieście Bytomia znajduje się już wiele metrów poniżej poziomu terenu z okresu kiedy budynki były tu stawiane.
Myślę, że czas sobie zadać pytanie czy eksploatacja górnicza pod naszym miastem jest warta skutków z jakimi możemy się spotkać w najbliższym czasie. Jeżeli eksploatacja w innym kierunku niż ten obecny niewątpliwie szkodliwy jest niemożliwa, to już dzisiaj powinniśmy zadać sobie pytanie co wybieramy: miasto Bytom czy Kopalnię Bobrek – Centrum?
Tomek
08.10.08
Syzyfowe prace, – czyli krótka rzecz o organizacjach pozarządowych, sprawnych inaczej i dobrze rozumianej współpracy
"To nie ja jestem bezwartościowy, to postawy ludzi wobec mnie, próbują pozbawić mnie wartości"
L.C. Pogrebin
Zamiast wstępu słów kilka o mnie… Od blisko ośmiu lat pracuję w szkolnictwie specjalnym w Bytomiu. Byłam także współzałożycielką i prezesem stowarzyszenia działającego na rzecz niepełnosprawnych, stworzonego z myślą o absolwentach „szkoły życia”, ich rodzicach i opiekunach. Dzięki temu pozwalam sobie na sformułowanie tezy,
że posiadam elementarną wiedzę na temat problematyki środowiska dzieci i młodzieży niepełnosprawnej.
Każdego dnia spotykam się z przeciwnościami, które nieobce są niepełnosprawnym intelektualnie i ruchowo. Przysłowiowe kłody rzucane pod ich nogi i walka ze schodami
to tylko początek. Problemy te mają zupełnie inny wymiar dla „normalnego człowieka” (celowo zachowana poprawność polityczna) – czasami są to formalności, dokumenty
i papierki do wypełnienia czy tez pisma urzędowe. Ale nie brak kłopotów zdrowotnych, finansowych i mieszkaniowo-bytowych. Działając w środowisku osób niepełnosprawnych niezmiernie istotne jest poznanie ich potrzeb i możliwości. Niestety bez odpowiednich środków finansowych jest to nierealne. Stowarzyszenie, którym kierowałam ponad 3 lata, koncentrowało się właśnie na takim działaniu. Pierwotnie pisaliśmy pisma do poszczególnych wydziałów bytomskiego Urzędu Miejskiego z prośbą o pomoc i współpracę. Następnie braliśmy z powodzeniem udział w ogłoszonych przez Gminę Bytom otwartych konkursach ofert na realizację zadań publicznych z zakresu kultury fizycznej, sportu i turystyki, ochrony
i profilaktyki zdrowia oraz zapobiegania patologiom społecznym. Powstawały coraz to lepsze projekty i programy. Dzięki naszej pracy - w ramach wolontariatu - nasi podopieczni mieli zagwarantowane atrakcyjne zajęcia: dogoterapia, hipoterpia, zajęcia w Parku Wodnym
i grocie solnej, zawody pływackie, a także liczne konkursy i zabawy. A że apetyt rośnie
w miarę jedzenia… - tworzyliśmy więcej projektów i więcej… Stowarzyszenie dwukrotnie otrzymało dotację z Fundacji PZU, z sukcesem zorganizowaliśmy kolejne edycje zawodów pływackich dla młodzieży niepełnosprawnej z terenu Śląska. Sporym naszym osiągnięciem okazała się ogólnopolska konferencja naukowa dla niemal 300 osób (patronat PARPA, kampania społeczna „Ciąża bez alkoholu”), odbywająca się w sali sesyjnej Urzędu Miejskiego.
Ale nie o sukcesach Stowarzyszenia mojego miało tak naprawdę być… Chcę podkreślić szalenie istotną rolę gminy, jaką odgrywa przy współpracy z trzecim sektorem. Działalność organizacji pozarządowych to organizacja pomocy i wspólne działanie obywateli, przyczyniające się do budowania wspólnoty na wszystkich szczeblach życia. Władze Bytomia winny uznawać współpracę z organizacjami pozarządowymi za ważny czynnik aktywizacji społecznej, służący lepszej realizacji zadań ustawowo powierzonych Gminie, a także rozwiązywaniu problemów społeczności lokalnej. U podłoża „PROGRAMU WSPÓŁPRACY MIASTA BYTOMIA Z ORGANIZACJAMI POZARZĄDOWYMI” leży przekonanie władz gminy o korzyściach z niego płynących, co znalazło potwierdzenie w dotychczasowej współpracy. Nie oznacza to bynajmniej, że nie ma w nim rzeczy, których nie można by poprawić. Organizacje składające oferty w naszej gminie doskonale wiedzą, że w tej materii są pewne niedogodności. Działania i współpraca gminy z trzecim sektorem muszą bezwzględnie opierać się o zasady: partnerstwa, jawności, pomocniczości, efektywności, uczciwej konkurencji i suwerenności stron.
Słowa dwa na zakończenie… Mnie taka sytuacja póki, co jeszcze raczej motywuje niż zniechęca do działania – po prostu widzę, że mamy jeszcze sporo pracy do wykonania!
Asia
02.10.08
Skończyć z gaszeniem pożarów!
Czy kojarzycie, gdzie jest Lubin? Czemu sławny jest Grodzisk Wielkopolski? A może dlaczego warto jechać do Kielc? Wszystkie te miasta mają jedną wspólną cechę – są kojarzone dzięki miejscowemu biznesowi, który by promować swoją markę zaangażował się w sport. Efekty są takie, że np. w Grodzisku klub przerósł całe miasto i jego właściciel musiał znaleźć mu miejsce w stolicy!
Kariera Groclinu Grodzisk jest najlepszym przykładem na to, że nawet w tak małej miejscowości może być wielki sport, mogą tam przyjechać wspaniałe europejskie zespoły i dzięki temu mały Grodzisk miał swoje pięć minut nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Trzeba sobie oczywiście jasno powiedzieć, że nie byłoby to możliwe bez pieniędzy Zbigniewa Drzymały, ale on chciał wydawać na sport nawet jeszcze więcej! Chciał dotrzeć jeszcze dalej, do większej liczby kibiców, chciał kolejnych sukcesów, na które Grodzisk był już za mały. Drzymała jest przykładem, jak można dzięki sukcesowi sportowemu zagościć na stałe w świadomości wielkiej rzeszy kibiców sportowych, pokazał jak wielką siłą jest futbol i sukces i jaką to wszystko razem wzięte ma medialną i promocyjną siłę. Patrząc na nasze, śląskie podwórko wygląda niestety na to, że przykład Drzymały i Grodziska jest tutaj – z małym wyjątkiem – niezauważany.
W Katowicach miejscowe kluby z różnych dyscypolin solidarnie chcą zaklejać herb miasta na swoich koszulkach. Gliwicki Piast musi grać na wyjeździe być może nawet cały rok, a chorzowski Ruch na zimę wyprowadza się ze swojego stadionu, bo na murawie jest za zimno. Jaworznicka Szczakowa, kiedyś sławna na całą Polskę z błyskawicznego marszu do piłkarskiej elity dziś już nawet nie istnieje, a działacze Zagłębia Sosnowiec grożą postawieniem swojego klubu w stan upadłości, co zresztą już dotknęło również sosnowiecki Płomień, jedyny polski zespół jaki zdobył Puchar Europy. A na koniec – kto jeszcze pamięta o takim klubie, jak Bobry Bytom? Jeżeli jednak spodziewacie się tutaj nawoływania do ratowania – czasem przecież źle zarządzanych czy skorumpowanych – klubów za pieniądze podatników, to dalej czytać nie musicie. Czasy, gdy wszyscy żyli za pieniądze od państwa dawno się przecież zakończyły, ale czy jednak musimy bezradnie patrzeć jak kluby, często mające rzesze oddanych kibiców, upadają? Może istnieje nawet systemowe rozwiązanie, które pozwoli uniknąć wycofywania zespółów z lig, ciągłych targów o każdą złotówkę od miasta, kolejnych debat z których rzadko kiedy wynika coś konstruktywnego?
Przykład Bytomia pokazuje, że czasem na sportowej pustyni może pojawić się klub zdolny walczyć z najlepszymi. Tak jest dziś, gdy w Ekstraklasie piłkarskiej gra Polonia Bytom, tak było siedem lat temu, kiedy w Ekstralidze brązowy medal zdobyli hokeiści Polonii i tak było jeszcze wcześniej, kiedy Bobry regularnie zdobywały medale Mistrzostw Polski. Jak to się skończyło wszyscy pamiętamy, a w lecie przecież naprawdę niewiele zabrakło, byśmy mieli hokejową powtórkę z rozrywki! Niczego się nie nauczyliśmy?
Przykłady Wrocławia i piłkarskiego Śląska oraz Zabrza i Górnika pokazują, że miasto w sytuacji kryzysowej może przejąć całkowicie finansowanie profesjonalnego klubu. Górnik idealnie pokazuje, że taka inwestycja po pewnym czasie się zwróci, bo dziś ten zespół ma niezwykle mocnego sponsora i ambicje, by w lidze rozdawać karty. Czy gdyby podobnie postąpiły władze Bytomia w 2001 roku wobec MHKS-u (Miejskiego!!! Hokejowego Klubu Sportowego) dziś zbieralibyśmy w lidze baty od kogo się da, a finansowo i organizacyjnie zaczynalibyśmy wszystko od nowa? Głowę daje, że Polonia byłaby teraz jednym z mocniejszych klubów w lidze!